Warsztaty 6-8 marca 2009
Już od czwartku poprzedzającego warsztaty zapowiadało się, że pogoda będzie "barowa". Oczywiście każde warunki oświetleniowo-pogodowe mają wady i zalety, jednak trochę obawialiśmy się intensywnego deszczu (w końcu to warsztaty dla początkujących, nie posiadających raczej uszczelnionego sprzętu). W rezerwie były co prawda zajęcia pod dachem, ale jednak plener to plener...
Na drugiej edycji najsilniej reprezentowane były Kraków i Warszawa (zdecydowana większość uczestników była z tych dwóch miast). Najmłodszą uczestniczką była półtoraletnia Nina, która w towarzystwie rodziców przyjechała do Orelca już w czwartek rano. Obiadokolację rozpoczynającą piątkowe zajęcia przesunęliśmy kilkanaście minut, dając szansę dojechać wszystkim uczestnikom. Później tradycyjnie rozpoczęliśmy "przygotowanie teoretyczne", przed którym rozlosowaliśmy kolejną książkę Bryana Petersona, ufundowaną przez Wydawnictwo Galaktyka. Książka pojechała bardzo blisko, bo do Leska. W czasie prelekcji poruszaliśmy kwestie kompozycji, optymalnych warunków do fotografowania, wyjaśnialiśmy podstawowe pojęcia, zdradziliśmy też kilka trików.
Dzień zakończyła degustacja karpackich win oraz nalewek, w tym "Czarnego Bobra", nagrodzonego w corocznym bieszczadzkim festiwalu nalewek, jaki tradycyjnie odbywa się w Wetlinie. Umówiliśmy się też na wschód słońca.
Następnego dnia, w sobotę o 5:15 przed Zagrodą stawiła się nieliczna ale mocna grupa dwóch uczestników + prowadzący zajęcia. Śniegu było już niewiele (dominowało błoto), ale na szczęście lekki mróz spowodował że błoto - do czasu aż nie rozmarzło - nie było uciążliwe. Niestety, znów nie dane było cieszyć się bezpośrednimi promieniami wschodzącego słońca, mieliśmy za to niezgorszy temat do fotografowania w postaci "klimatycznych" chmur i mgieł podnoszących się z dolin. Jeszcze nie padało...
Po śniadaniu całą grupą wyruszyliśmy na wycieczkę w okolice, z braku śniegu znów korzystaliśmy z wiejskiego wozu (zamiast sań). Zatrzymaliśmy się przy cerkwi w Orelcu oraz przy retortach do wypału węgla drzewnego. Mróz zaczął już "puszczać", chodząc po błotnistych ścieżkach można było się przekonać jak błoto "wciąga". Tempo wycieczki nie było duże, gdyż poza planowanymi przystankami, bardzo często zatrzymywaliśmy się na mniej lub bardziej indywidualne foto-postoje. Z czasem niebo zaciągało się coraz cięższymi chmurami i na postoju na obowiązkową panoramę już regularnie kropiło. Deszcz wzmagał się coraz bardziej, na szczęście ustał na chwilę gdy mieliśmy okazję fotografować konie na wybiegu w myczkowieckim "Caritasie". Gołym okiem było jednak widać, że pogoda stabilizuje się, jednak nie w tę stronę w którą byśmy sobie życzyli.
Po obiedzie i krótkim odpoczynku wyjechaliśmy w stronę Uherzec, do bardzo interesującego wodospadu na Olszance. W padającym deszczu ze śniegiem udało nam się zrobić sporo ciekawych ujęć tego zjawiska, bawiąc się twórczo czasem naświetlania. Stamtąd pojechaliśmy prosto nad zaporę w Solinie na nocne fotografowanie. Czas nas gonił, na miejscu musieliśmy się pojawić w ściśle określonej porze, ponieważ czekała nas nie byle atrakcja - specjalnie dla uczestników warsztatów dyrekcja Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce zdecydowała się rozświetlić w pełni całą solińską zaporę! Zwykle oświetlona jest tylko droga w koronie zapory, dla nas tysiącami Watów świeciła się cała zapora! Mimo zimna, wiatru i padającego śniegu, na wszystkich zrobiło to wielkie wrażenie. Niniejszym chcielibyśmy złożyć serdeczne podziękowania dla dyrekcji ZEW Solina-Myczkowce za życzliwe podejście do naszej prośby.
Mieliśmy około pół godziny na fotografowanie w pełni oświetlonej zapory, zdążyliśmy w tym czasie zrobić serię zdjęć z okolicznych wzniesień (rejon wsi Łobozew), dających ciekawy perspektywiczny widok na zaporę oraz zjechać do doliny Sanu, konkretnie z mostu na drodze w stronę Soliny. Najszybsi zdążyli wybiec jeszcze na koronę zapory i zrobić kilka ujęć z góry.
Po wyłączeniu oświetlenia, zostaliśmy jeszcze na koronie zapory (ta jest oświetlona cały czas), bawiąc się światłem i czasem naświetlenia: zoomowanie, light-painting...
Dzień pełen wrażeń zakończyły warsztaty rękodzieła (bibułkarstwo) oraz oglądanie i wstępna analiza zdjęć wykonanych w ciągu dnia.
Niedzielny poranek przywitał nas sporą warstwą śniegu (padało całą noc). Przedpołudniową wycieczkę poświęciliśmy na zrozumienie i ćwiczenie zagadnień związanych z przysłoną i głębią ostrości oraz perspektywy zmieniającej się wraz w ogniskową. Udaliśmy się też do pobliskiego lasu (piękna buczyna karpacka tonąca w świeżym śniegu).
Warsztaty zakończyło podsumowanie teoretyczne: rozmawialiśmy m.in. o kalibracji monitora, katalogowaniu i backupie zdjęć oraz zasadach poprawnej, wstępnej obróbki zdjęć, zaletach RAWów, itp. Dużym zainteresowaniem cieszyły się triki umożliwiające usunięcie ze zdjęcia niepożądanych elementów (oraz w druga stronę: przeniesienie na jedno zdjęcie elementów z innego zdjęcia). Nie zabrakło oczywiście sklejenia panoramy wykonanej dzień wcześniej oraz kilku wskazówek jak najlepiej wyglądają zdjęcia wykonane w deszczowo-śnieżnej pogodzie.
Przeczytaj również:
fot. Krzysztof Łabanowski
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
fot. Sylwester Zacheja
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
fot. Piotr Wasilewski
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
fot. Robert Wyrwas
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|

