Plener 'Magiczne, jesienne Bieszczady' - Strona 9
Część siódma - Połoniny
Nie wiem, jak tego dokonaliśmy, ale udało nam się wstać po jakichś 3h snu. Wyruszamy na Tarnicę, czyli najwyższy szczyt w Bieszczadach. Podobno w 1965 roku za najwyższy uznawany był Halicz... powiedział nam o tym Bronek - jeden z uczestników wyjazdu, który pamięta tamte czasy.
Jedziemy do Wołosatego, by stamtąd wyruszyć przez połoniny na szczyt. Radzio zostaje Cerberem Ogona Wycieczki. W rezultacie Gosia, Tomek, Radzio i ja zostajemy okrzyknięci Maruderami - docieramy na szczyt jakieś 30 minut po reszcie ekipy... ale przecież my się delektujemy, podziwiamy widoki, robimy fotki... W końcu jesteśmy na WAKACJACH. W programie wycieczki był też i "relaks", który do tej pory nie był nam dany...
Od śmiechu (a może od żurawinówki??) zaczynają boleć nas brzuchy i tym bardziej nie mamy siły iść szybciej :-)
fot. Radek Jędrzejewski
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
fot. Agata
|
|
|
fot. Paweł Brzozowski
|
|
|
|

