Magiczne, jesienne Bieszczady
Start Galerie zdjęć i relacje Plener 'Magiczne, jesienne Bieszczady' - Strona 3

Plener 'Magiczne, jesienne Bieszczady' - Strona 3

Część pierwsza - Zagroda Magija

Po bardzo sprytnej mejlowej akcji okazuje się, że zebrała się całkiem silna kobieca grupa z Warszawy, w związku z tym umawiamy sie na wspólną podróż. Wyruszamy w niedzielę skoro świt, czyli o 8:00 rano... Po kilkugodzinnej podróży dojeżdżamy do Sanoka. Jako, że jesteśmy już prawie na miejscu, a do umówionej godziny spotkania mamy jeszcze sporo czasu, pozwalamy sobie na odrobinę luksusu i wybieramy się na spacer po sanockim rynku. Głód już zaczyna nam doskwierać, więc decydujemy się na pierwszą degustację podkarpackich specjałów. Na pierwszy ruszt idzie zupa na "Ł" czyli łewesz... po prostu zupa ziemniaczana, która ze względu na trudną nazwę do końca wyjazdu pozostanie już zupą na "Ł" :-) Następnie na stół wjeżdżają warenyki, czyli pierogi na bazie mąki gryczanej z... kaszą gryczaną, mięsem i kapustą. Aranka wybiera hreczanyki czyli mielone z kaszą gryczaną - wygląda na to, że na Podkarpaciu jedzą dużo kaszy gryczanej - coż... przyjdzie przywyknąć :-)

Po obiedzie i krótkim spacerze wyruszamy w dalszą drogę - już tylko 25 kilometrów dzieli nas od miejsca przeznaczenia. Wkrótce potem docieramy do Orelca, malowniczej miejscowości in da middle of nowhere, gdzie bez trudu znajdujemy Zagrodę MAGIJA. Jest pieUknie!

Rozlokowujemy się na salonach i pomału zapoznajemy się z resztą całkiem zacnej ekipy. Okazuje się, że fotowarsztaty ściągnęły do Orelca uczestników w każdym wieku i ze wszystkich stron Polski!

Po wybornej kolacji udajemy się do piwniczki z winem open 24h - stamtąd zabieramy to, co jest najlepszego i idziemy do klimatycznej stodoły - tam Janusz de Gospodarz opowiada nam historię Zagrody; o tym, jak przenosili chaty i stodołę z innych części Bieszczad, o tym, jak powstawało to magiczne miejsce.

Winko i Palinka sprzyjają integracji...
Ding dong ding dong...

Nocujemy w bardzo klimatycznych, wypasionych starych chatach. W mojej, mniejszej, jest na dole "lounge room", który potem staje się "chilly roomem" i miejscem spotkań towarzyskich.

fot. Radek Jędrzejewski

     

fot. Agata

   

fot. Paweł Brzozowski